Nie wszystko jest takim, jak się wydaje.
- Kinga Zając-Łęgowska

- 12 cze 2024
- 4 minut(y) czytania
Mam prośbę, nie czytaj.... jeśli straciłaś dziecko, jesteś w żałobie lub czujesz, że takie tematy pogarszają Twój stan żalu. Każdy z Nas przeżywa swoje "zmory" inaczej. W inny sposób sobie radzi. Ja radziłam sobie tak, a obecnie po to jest Pamiętnik. Abym mogła zacząć normalnie żyć.
Retrospekcja.
Wchodzę do gabinetu, widzę okno, fotele ... i stojącą, elegancką, piękną, kobietę. Delikatnie uśmiechniętą. Ale nie na siłę. Powiedziałabym nawet, bardzo subtelnie uśmiechniętą tak zapraszająco... jej uśmiech mówił "wejdź ; zapraszam, nic złego się nie stanie"....
I ja, może innym razem pomyślałabym, że jest jednak "przyjemnie"... Ale nie ...
Właśnie wtedy wchodziłam na pole bitwy. I bardzo dużo mogło się stać tego złego. Wiedziałam przecież, że całe to spotkanie "nie ma sensu". Byłam już po paru takich i uwierzcie nie miałam sił na więcej. Za każdym razem, było to dla mnie pole bitwy. A każda walka okazywała się moją "wygraną". Wychodziłam jeszcze bardziej pogruchotana - bo przecież wygrywałam i nikt... paradoksalnie, nikt już nie mógł mi pomóc. A więc działo się bardzo dużo złego. I po każdym takim spotkaniu..... czułam się jeszcze gorzej, a może nie czułam nic dobrego, oprócz żalu, smutku, złości, wściekłości i frustracji, zmieszanej z bólem, cierpieniem, jakąś dziwną obojętnością na innych, przeogromną tęsknotą , i niemożnością niczego. I co najgorsze ja czułam się lepiej, jak nie czułam nic dobrego. Każdy uśmiech wywoływał wyrzuty sumienia. Każdy uśmiech bolał....
Ale niestety obiecałam. Obiecałam mojej kochanej Kasi, że spróbuję jeszcze raz.
A nawet ja, potrzaskana na te wspominane już milion kawałków tyle razy, wyssana z chęci radości, i nawet życia... Wśród żywych, zawsze staram się dotrzymać słowa....
A więc poszłam. I znowu wygram tę walkę.Łzy już nawet nie chciały lecieć, czułam tylko narastającą flustrację, złość i żal. I to, że już nigdy nie poczuję się lepiej. Już nigdy nie odzyskam szczęścia.
Bo jak być szczęśliwym? Jak czuć szczęście? Jeśli w Twoim życiu, Twoje serce się roztrzaskało? Moje serce.... Moje serce przestało bić, wraz z ustaniem bicia serca Natanka. Jakby ta "cisza" tak wymownie głośna podczas usg.... Widziałam mojego synka i wiedziałam, że przestałam oddychać. I tak zatrzymało się moje serce. Tak rozleciało się.... jakby nagły zanik równego rytmu naszych serc ... uciszył moje .... Pamiętam, że byłam przerażona. I tak, w tym gabinecie kolejny raz czułam to przerażenie. I kolejny raz miałam przeżywać je na nowo, najkoszmarniejsze chwile mojego życia. Kolejna "wspaniała" retrospekcja. Wypowiedzieć głośno... Moje dziecko umarło. A moje serce się potrzaskało. Kto może mi pomóc? Kto mi odda dziecko? Kto zwróci mi czas? Abym mogła coś zmienić? Kto pozwoli mi cofnąć się w czasie i może wszystko naprawić? Kto da mi mojego ukochanego Synka z powrotem? Kto zapłaci za to, że Jego już nie ma?
A więc wchodzę do gabinetu aby ponownie wygrać.... nikt mi nie pomoże. I od tego zaczynam, oszczędzę nam czasu.
"Nie pomoże mi Pani. Ja już nie poczuję szczęścia. Nie zwróci mi Pani Natanka. A tylko to może mi pomóc"
A później jakoś zaczęłyśmy rozmawiać , było ciężko, ale pytania Pani Psychoterapeutki, nie biły we mnie bardziej.... Uświadomiła mi, że nie odda mi dziecka. Nie pomoże w ten sposób. Ale pomoże inaczej. Pomoże "przejść przez ten trudny czas" i pomoże wybrać właściwą drogę mojego marszu przez życie. I dziś mogę powiedzieć, że miała rację. Nie wiem jak Jej udało się ze mną wygrać. Ale mogę powiedzieć DZIĘKUJĘ, że przegrałam....
Uświadomiła mnie, że JESTEM Mamą czwórki dzieci. Że NIKT nie odbierze mi Natanka. I On jest w moim potrzaskanym sercu, sercu braci i siostry, w sercu Taty. I w sercach, tych, którzy go już pokochali. Że możemy świętować, jego bycie z Nami, wspominać, a także wyobrażać sobie jaki już jest. I to może być piękne na "swój sposób". I tak też robimy.
Nie pozwolę, by pytania urzędowe "ile ma Pani dzieci" odebrało mi to, które odeszło szybciej.
Mam czwórkę dzieci. I każdego dnia kocham je tak samo.
Mamy Świętego w Niebie. Patrona, który za Nami się wstawia i WIEM, że On tam walczy za Nas.
Nie chcę, aby Jego prośby .... nie chcę robić Mu przykrości, to dla NIego się staram. Dla Natanka, Piotrusia, Pawełka, Lenki i Marcina. I dla Was moi Przyjaciele. :*
Teraźniejszość.
Nie jest tak, że jest już dobrze. Zmory czasami wychodzą z różnych kątów. Jakby powiedziała Pani Ania. I ma rację. Ale trzeba je próbować posprzątać. I wyrzucić. One będą się gromadzić na nowo. Ale póki co, miałam Was kochani i wy robiliście to sami, staraliście się sprzątać w mojej jaskini... na ile dawały Wam możliwości, sprzątania wokół mnie, tych moich zmór. Ale teraz czuję się już na tyle silna, że próbuje już sama.
Myślę, że niektóre zmory stały się też moimi kompanami. Nie chcę wyrzucać ich wszystkich. Jak czuję smutek, to chcę sobie z nim od czasu do czasu pobyć. Przeraża mnie jeszcze strach. (Taki paradoks). Tego Stracha, co rozsypuje mi "lęki" pod nogi, to na dzień dzisiejszy "kopnęłabym" w zadek.... Niestety za bardzo ze mną się zaprzyjaźnił i odczepić się nie może....
Parę dni wcześniej.
Wykonałam parę sesji noworodkowych. To była "zmora" największa. Po tych sesjach usłyszałam od terapeutki "za szybko" - nie biczuj się, masz przecież do tego taką tendencje.
"Póżniej" faktycznie było troszkę lepiej- na wszystko potrzeba czasu.
A "wczoraj" poszło całkiem fajnie. Myślę, że Natanek w tym mi pomaga. Terapeutka, też powiedziała, że nadszedł ten moment.. aby już pokonać "tą zmorę".
I myślę, że jest pięknie*.
Nie ukrywam ciężko. Bardzo emocjonalnie. Ale na tyle, że mnie nie łamie. Tak mi się wydaje.
Powstała zupełnie nowa strona.... z tych moich małych, wielkich kroków ....
A no tak... bo wiecie "zdradziłam" siebie. Przeszłam na stronę wroga.
I staram się dziś "wygrywać". Dla drugiej strony. A tak właściwie dla Siebie.
Mam nadzieję, że sobie poradzę. I zacznę mieć całkowitą "kontrolę" nad moimi zmorami. I nie dam się ponownie wciągnąć w "otchłań rozpaczy" (kocham Anie z Zielonego Wzgórza).
...................................
Dziękuję ci Magda i Twojej Rodzinie. Za wsparcie i pomoc przy sesji ciążowej i noworodkowej.
Dziękuję Chłopaki za współpracę. A Kacperkowi najbardziej.... za ten wspaniały UŚMIECH :*
**Pięknie ?! To wypłynęło ze mnie? WOW przeżyłam szok....
Użyłam słów "jest pięknie"
(ale nie zmienię tego, bo to co piszę, to, to co czuję w danym momencie...
Chociaż teraz, ciało i dusza mi się buntuje.... Że jak TO? Nie jest jeszcze "pięknie"...
Muszę to chyba obgadać z Panią terapeutką Kasia)



Komentarze